|
Coś na ząb i coś dla oczu, czyli o tym, jak wykorzystać 100 kg świeżej ryby i tysiące łusek.
Z hiszpańska zwana mero, po polsku – granik; należy do rodziny ryb strzępielowatych. Zamieszkuje ciepłe, głębinowe wody Oceanu Spokojnego – zdarza się, że przebywa nawet na głębokości 400 m, choć na ogół preferuje miejsca płytsze, tak do 200 m.
Ukryta wśród raf koralowych, wiedzie życie samotnika, pilnie strzegąc swego rewiru. Choć kryjówek ma w rafach wiele, zazwyczaj jednak dwie wykorzystuje szczególnie często.
Granik do małych nie należy – może osiągać ponad metr długości, a co za tym idzie – całkiem przyzwoitą wagę, przekraczającą czasem 100 kg. W osiąganiu sporych rozmiarów pomagają rybom mero niewyczerpane zapasy jedzenia znajdujące się wśród raf koralowych. Mogą przebierać w mniejszych rybach, skorupiakach, czy mięczakach, ale uwielbiają zajadać się bajecznie kolorowymi papugorybami.
Bocznie spłaszczone ciało, pokryte dachówkowato zachodzącymi na siebie, elastycznymi łuskami, pysk z kilkoma rzędami ostrych zębów, charakterystyczna, wysunięta żuchwa i najeżone promienie płetw zrobią wrażenie na każdym przeciwniku. Jednak mero wie, co robi – poluje tylko na taką zdobycz, która bezproblemowo zmieści się w paszczy.
Na większe sztuki nie marnuje swej energii.
Mięso mero należy do największych morskich rarytasów – jest lekkostrawne, delikatne w smaku i konsystencji, a przy tym niezwykle bogate w cenne składniki odżywcze. Często polecane przy różnorakich dietach. Niestety, nie jest to tani przysmak; również dlatego, iż wielkie odłowy tych pysznych ryb doprowadziły miejscami do drastycznego zmniejszenia ich populacji. Teraz poławianie mero jest kontrolowane, a samą rybę reintrodukuje się (czyli ponownie wprowadza) do miejsc, w których niegdyś występowała.
Mero to nie tylko smakowite mięso. To świetnie poddająca się obróbce łuska, z której wyrabia się biżuterię i inne ozdoby. Łuska dobrze się barwi i dlatego powstające z niej przedmioty zachwycają różnorodnością barw i odcieni. Są przy tym niezwykle lekkie i delikatne. Utalentowani kolumbijscy artyści łączą łuskę granika z nitkami pochodzącymi z włókien egzotycznych roślin, oprawiają ją czasem w metal, czy komponują z nasionami, koralikami, bądź gładkimi drewienkami. Powstają wówczas przedziwne, urzekające lekkością i egzotycznym wyglądem kolczyki, naszyjniki, czy broszki. Aż kusi, by coś takiego mieć!
|