| Jak kochają Indianie Keczua? |
|
Jedyne, czego nie kochają to zarabiania pieniędzy. Poza tym miłują namiętnie, z zaangażowaniem i dlatego, że im się to opłaca.
Po prostu Runa
Runa, czyli ludzie. Tak mówią o sobie Indianie Keczua, potomkowie Inków. Choć ich niezwykłym językiem mówi prawie 10 milionów ludzi, rodowitych Keczua jest o prawie połowę mniej.
Trudny dostęp do wielu ich siedlisk przyczynił się też do izolacji – szczególnie grup mieszkających w dżungli. Andyjskie wspólnoty częściej miały i mają kontakt z przybyszami z zewnątrz, ponieważ góry przecinają niezliczone szlaki handlowe i turystyczne (wytyczane zresztą w dużej mierze przez samych Keczua). Runa przeważnie zajmują się uprawą roli i hodowlą zwierząt – głównie alpak i lam (na mleko, wełnę i mięso; traktują je też jak zwierzęta pociągowe). Uprawa niewielkich i mało żyznych poletek nie wymaga stosowania ciężkiego sprzętu rolniczego. Potrzebne są tylko sprawne ręce, silne plecy i mocne motyczki oraz radła, by móc odkładać i rozdrabniać setki skib. Orzą mężczyźni, a kobiety dodatkowo rozdrabniają ziemię, odkładaną przez radło.
Miłuj bliźniego swego...
... a będziesz miał pomoc w budowaniu domu i podczas orki. Sąsiedzi pomogą ci w ten sam sposób, w jaki ty im kiedyś pomogłeś. To chyba najważniejsze, genialnie proste przesłanie, świetnie scalające wspólnotę plemienną Keczua. Każdy członek społeczności ma:
Już malutkie dzieci przyzwyczaja się do pomagania innym, traktując to jak najnormalniejszą rzecz pod słońcem (może byśmy tak wzięli z Keczua przykład?). Taki system pomocy wzajemnej doskonale sprawdza się szczególnie przy budowaniu domów. Stawia się je z niewypalanych, ale suszonych na słońcu glinianych cegieł. Domy zazwyczaj są piętrowe: parter zajmują pomieszczenia całodzienne i gościnne, a na piętrze znajduje się kuchnia (bez komina, z piecem paleniskowym). Keczua to minimaliści: nie potrzebują wielu mebli, bo ich dobytek zmieści się na kilku półkach. Kuchnie to przeważnie królestwa kobiet, których obowiązkiem jest wyżywienie skromną strawą licznej, i zazwyczaj głodnej po całodziennej pracy, rodziny. Gotują przeważnie potrawy mączno – ryżowe albo zawiesiste potrawki jarzynowe z niewielką ilością mięsa. Upieką placki, a na wielką okazję i dla uczczenia wizyty wyjątkowo ważnego gościa przygotują smakowitego, chrupiącego cuya, czyli pieczoną świnkę morską.
Zorganizowani i dyskryminowani
U Keczua nie ma bałaganu politycznego: corocznie wybierani są członkowie Rady Starszych, którzy decydują o ważnych dla plemienia sprawach, celebrują ceremonie rytualne i religijne oraz rozsądzają spory.
Ocaleni z konkwisty
Kulturalno – religijny kogel - mogel
Chrześcijańskim odpowiednikiem tego festiwalu są obchody ku czci Matki Boskiej – przedmiot uwielbienia i idea wydarzenia wprawdzie są inne, ale ceremoniały i przednia zabawa podobna jak w fieście ku czci pogańskiego bóstwa. Kiedy Keczua kończą pracę, popołudniami odbywają się lokalne konkursy i zawody. Biorą w nich udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Bawią się razem albo rywalizują z przeciwnikami tej samej płci. Każda fiesta jest okazją do spotkań z członkami społeczności, w której żyją Keczua. Uczestniczą w nich wszystkie pokolenia. To silnie wzmacnia więzi plemienne i ... daje okazję do flirtów. Młodzi spotykają się na takich lokalnych zabawach właśnie; a kiedy postanowią się pobrać, rodzina młodego odwiedza przyszłych teściów i wspólnie (ale bez udziału przyszłych nowożeńców) omawiają szczegóły ślubu. Na weselach bawią się całymi wioskami, słuchając boskich dźwięków zampoñas i indiańskich fletów. Młodzi zamieszkują w domu lub w społeczności pana młodego. I żyją długo i szczęśliwie – tyle, że skromnie, bez opieki medycznej z prawdziwego zdarzenia, wychowując przeważnie kilkoro dzieci i zarabiając na życie wyrobem i sprzedażą rękodzieła oraz prezentowaniem turystom swych inkaskich korzeni. |



















