• O szczypcie
  • Jak nas znaleźć
  • Forum
  • Do poczytania
  • Przejdź do sklepu SzczyptaSwiata.pl
Jak kochają Indianie Keczua?

Jedyne, czego nie kochają to zarabiania pieniędzy. Poza tym miłują namiętnie, z zaangażowaniem i dlatego, że im się to opłaca.

 

Po prostu Runa 

 

Runa, czyli ludzie. Tak mówią o sobie Indianie Keczua, potomkowie Inków. Choć ich niezwykłym językiem mówi prawie 10 milionów ludzi, rodowitych Keczua jest o prawie połowę mniej.
 

Zwą ich różnie: Quechua, Qquichua, Kichwa. Najliczniejsze grupy mieszkają w Peru, Ekwadorze, Boliwii; nieco mniej żyje w Kolumbii, Chile i Argentynie. Keczua to lud odporny i silny, szybko adaptujący się do nowości. Ale ogromnie przywiązany do swoich korzeni. Runa mieszkają w surowych warunkach wysokich Andów, w sielskich krajobrazach podgórskich dolin, a także w wioskach zagubionych w gęstwinie dżungli, albo na owianych oceaniczną bryzą wybrzeżach i wysepkach okolicznych archipelagów. Często dzieli się ich na dwie wielkie grupy: Keczua andyjskich i Keczua dżunglowych. Specyficzne, często niekorzystne warunki życia spowodowały, iż Indianie Keczua w większości żyją tak jak ich przodkowie.

 

Trudny dostęp do wielu ich siedlisk przyczynił się też do izolacji – szczególnie grup mieszkających w dżungli. Andyjskie wspólnoty częściej miały i mają kontakt z przybyszami z zewnątrz, ponieważ góry przecinają niezliczone szlaki handlowe i turystyczne (wytyczane zresztą w dużej mierze przez samych Keczua).
   

Runa przeważnie zajmują się uprawą roli i hodowlą zwierząt – głównie alpak i lam (na mleko, wełnę i mięso; traktują je też jak zwierzęta pociągowe). Uprawa niewielkich i mało żyznych poletek nie wymaga stosowania ciężkiego sprzętu rolniczego. Potrzebne są tylko sprawne ręce, silne plecy i mocne motyczki oraz radła, by móc odkładać i rozdrabniać setki skib. Orzą mężczyźni, a kobiety dodatkowo rozdrabniają ziemię, odkładaną przez radło.

 

Miłuj bliźniego swego...

 

 

... a będziesz miał pomoc w budowaniu domu i podczas orki. Sąsiedzi pomogą ci w ten sam sposób, w jaki ty im kiedyś pomogłeś.

 

To chyba najważniejsze, genialnie proste przesłanie, świetnie scalające wspólnotę plemienną Keczua. Każdy członek społeczności ma: 

  • obowiązek pomagać bliźnim;

  • prawo, by oczekiwać pomocy od współrodaków.

Już malutkie dzieci przyzwyczaja się do pomagania innym, traktując to jak najnormalniejszą rzecz pod słońcem (może byśmy tak wzięli z Keczua przykład?).

 

Taki system pomocy wzajemnej doskonale sprawdza się szczególnie przy budowaniu domów. Stawia się je z niewypalanych, ale suszonych na słońcu glinianych cegieł. Domy zazwyczaj są piętrowe: parter zajmują pomieszczenia całodzienne i gościnne, a na piętrze znajduje się kuchnia (bez komina, z piecem paleniskowym). Keczua to minimaliści: nie potrzebują wielu mebli, bo ich dobytek zmieści się na kilku półkach.

 

Kuchnie to przeważnie królestwa kobiet, których obowiązkiem jest wyżywienie skromną strawą licznej, i zazwyczaj głodnej po całodziennej pracy, rodziny. Gotują przeważnie potrawy mączno – ryżowe albo zawiesiste potrawki jarzynowe z niewielką ilością mięsa. Upieką placki, a na wielką okazję i dla uczczenia wizyty wyjątkowo ważnego gościa przygotują smakowitego, chrupiącego cuya, czyli pieczoną świnkę morską.

 

Zorganizowani i dyskryminowani

 

U Keczua nie ma bałaganu politycznego: corocznie wybierani są członkowie Rady Starszych, którzy decydują o ważnych dla plemienia sprawach, celebrują ceremonie rytualne i religijne oraz rozsądzają spory.

 

Rana nie pasują do dzisiejszej cywilizacji materialistów i konsumenckiej żarłoczności. Żyjący jak przed wiekami, szanujący innych, czerpiący siłę ze swych inkaskich korzeni i podtrzymujący tradycję rękodzieła, często są spychani na margines, szykanowani za pochodzenie i kolor skóry, za kultywowanie tradycji i niechęć do zarabiania pieniędzy dla samej tylko przyjemności ich posiadania. Jeżeli Keczua sprzedaje własnoręcznie wykonane dzieło, czyni to z przekonania, że musi zapracować na utrzymanie rodziny i że ów, który dzieło kupi, doceni trud włożony w jego wykonanie. 

 


Keczua nie sprzeda kolejnej sztuki rękodzieła tylko po to, by móc pochwalić się przed sąsiadem nowym nabytkiem do domu (no, chyba, ze owym nabytkiem będzie nowoczesny model krosien, na których będzie można tkać szybciej i z mniejszym trudem). Dla większości ucywilizowanych materialistów jest to myślenie co najmniej nierozsądne. Dla Keczua zaś jest to po prostu filozofia życiowa. Dlatego Rana często są wyśmiewani i postrzegani jak ludzie drugiej kategorii – ot, tradycjonaliści, nieudacznicy. Krzywdzące to tym bardziej, że Keczua są dumnymi potomkami Inków, którzy – niestety – byli dyskryminowani przez wieleset lat podczas hiszpańskiej kolonizacji.

 

Ocaleni z konkwisty

 

Kiedy w 1532 roku inkaski król Atahallpa został pojmany, a potem stracony przez żołnierzy Pizarra, był to początek końca przyjaznego spotkania dwóch światów: Starego i Nowego. Hiszpanie zakazali odwiecznych praktyk indiańskich, nakazali "zeuropeizować" stroje, obyczaje i język. W perzynę obrócili budowane od średniowiecza potężne imperium dumnych Inków, nie dając kolejnym pokoleniom Nowego Świata poznać pradawnych sekretów indiańskiej kultury, ceremoniałów i religii. Stało się tak, ponieważ Inkowie i Keczua nie byli piśmienni. Jedynym sposobem "zapisu" było słynne dziś w świecie pismo węzełkowe (nad którego odszyfrowaniem napociło się zresztą niemało językoznawców).

 

 

Kulturalno – religijny kogel - mogel

 

Dzisiejsi Keczua to lud posiadający "zmiksowane": kulturę, religię, styl ubierania się i nawet światopogląd. Jedynym stałym odnośnikiem są ich inkaskie korzenie, z których są szalenie dumni.

 

Większość Keczua zna język hiszpański i praktykuje chrześcijaństwo na równi z pogańskimi obrządkami.

 

Rana kochają zabawę i festiwale – prawie każda społeczność świętuje sobie tylko znane okazje. Można wędrować od wioski do wioski i każdego dnia uczestniczyć w innej fieście – za każdym razem poznając nowe zwyczaje i podziwiając kolorowe korowody przebierańców.  

 


Szczególnym świętem jest Festiwal Inti Raymi (Festiwal Słońca), ku czci inkaskiego boga Inti. To ogólnonarodowa feta, świętowana w peruwiańskim Cuzco, sięgająca tradycją do początków imperium Inków.


Chrześcijańskim odpowiednikiem tego festiwalu są obchody ku czci Matki Boskiej – przedmiot uwielbienia i idea wydarzenia wprawdzie są inne, ale ceremoniały i przednia zabawa podobna jak w fieście ku czci pogańskiego bóstwa.

 

Kiedy Keczua kończą pracę, popołudniami odbywają się lokalne konkursy i zawody. Biorą w nich udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Bawią się razem albo rywalizują z przeciwnikami tej samej płci.

 

Każda fiesta jest okazją do spotkań z członkami społeczności, w której żyją Keczua. Uczestniczą w nich wszystkie pokolenia. To silnie wzmacnia więzi plemienne i ... daje okazję do flirtów. Młodzi spotykają się na takich lokalnych zabawach właśnie; a kiedy postanowią się pobrać, rodzina młodego odwiedza przyszłych teściów i wspólnie (ale bez udziału przyszłych nowożeńców) omawiają szczegóły ślubu.


Na weselach bawią się całymi wioskami, słuchając boskich dźwięków zampoñas i indiańskich fletów. Młodzi zamieszkują w domu lub w społeczności pana młodego. I żyją długo i szczęśliwie – tyle, że skromnie, bez opieki medycznej z prawdziwego zdarzenia, wychowując przeważnie kilkoro dzieci i zarabiając na życie wyrobem i sprzedażą rękodzieła oraz prezentowaniem turystom swych inkaskich korzeni.

 
SzczyptaSwiata.info, Powered by Joomla!; Joomla templates by SG web hosting
Valid XHTML and CSS. SEO by Artio