| Wino palmowe - trunek dla niecierpliwych |
|
Już po dwóch godzinach od zebrania, palmowy sok staje się musującym winem. Najlepsze jest po kilku dniach. Można je pić, balsamować nim zwłoki i ... opróżniać czaszki z mózgu.
Wszyscy winiarze wiedzą...
Od każdej zasady są jednak wyjątki. Tak jest i w przypadku win: istnieje bowiem wino, które najsmaczniejsze jest po... około 2 godzinach od momentu rozpoczęcia fermentacji. Ucieszą się tutaj zapewne wszyscy niecierpliwi wielbiciele win, dla których największą uciążliwością jest czekanie, aż trunek dojrzeje. Nie ma jednak róży bez kolców: by degustować wspomniane winko, trzeba się wybrać do krajów Afryki, Azji lub Ameryki Południowej i tam spróbować świeżutkiego wina palmowego, bo o nim właśnie mowa.
Wino palmowe...
- w Indiach zwie się je kallu lub tadi; - w Papui Nowej Gwinei to segero albo tuak; - w Malezji nazywany również tuak albo niva; - w południowej Afryce często pojawia się jako ubusulu; - w Chinach istnieje pod nazwami ra (tak zwą je też w Sri Lance), albo panam culloo; - w Ghanie znają go jako doka, nsafufo, yaka; - w Kongo określane mianem malafu; - dla Kameruńczyków to mimbo; - a w Gabonie spotkamy go pod nazwą toutou.
Sok do wyrobu wina palmowego pochodzi w Afryce najczęściej z: - daktylowców (Phoenix sylvestris), - palmiry (inaczej zwanej borazusem albo winodanią abisyńską; po łacinie to Borassus aethiopum), - kłapidła parzącego (czyli Caryota urens), - palmy dostarczającej oleju – olejowca gwinejskiego (Elaeis guinensis), - palmy widlicy (Hyphaene coriacea) – to specjalność ludzi z południowej części Mozambiku, - rafii (Raphia ruffia); - a czasem z palm rosnących na terenach zajmowanych przez zarośla mangrowe. W Azji głównymi dawcami soku są: palma kokosowa (Cocos nucifera), różne gatunki arek i palma winna, czyli winodań wachlarzowata (Borassus flabellifer). W Ameryce Południowej sok pozyskuje się z chilijskiej palmy winowej – jubei, zwanej też palmą miodową (Jubaea chilensis).
Jak zrobić wino z palmy?
To całkiem proste: wpierw trzeba mieć sok. Zbierają go całe gromady wyspecjalizowanych w tym fachu ludzi, którzy już wczesnym rankiem ładują się na ciężarówki i wyjeżdżają na palmowe plantacje. Zbieraczy soku zwie się tapper. Oni też zajmują się później wyrobem i sprzedażą wina palmowego.
Z jednej palmy można uzyskać w ten sposób ok. 300 – 400 litrów soku. Sok palmowy jest bardzo słodki, transparentnie biały i błyskawicznie fermentuje za sprawą naturalnych, wszędobylskich drożdży, które spotyka się nie tylko na różnych częściach palm, ale też w powietrzu i w pojemnikach, do których przelewa się uzyskaną ciecz. Choć wiele wyspecjalizowanych grup zbieraczy soku używa do jego magazynowania plastikowych pojemników, to często spotyka się naturalne kanki z tykwy. Palmowa ciecz początkowo jest bezalkoholowa.
Wino palmowe można przez pewien czas przechowywać mocno schłodzone, wówczas dłużej pozostaje ono namiastką orzeźwiającego napoju. Czasem do trunku dodaje się lecznicze zioła – powstają wówczas mikstury łagodzące wielorakie dolegliwości.
Czy tylko do picia?
Palmowy tuak to podstawowy napój przy wszelkich uroczystościach rodzinno – plemiennych. Nie obędzie się bez niego ślub, pogrzeb, czy narodziny nowego członka wspólnoty. Pomoże w leczeniu wielu dolegliwości, ale zastosowany w nadmiarze przyprawi o straszliwego kaca, na którego pozbycie się najlepsza jest... porcja świeżego winka.
Wino palmowe znano już w Mezopotamii i okraszało wszelkie państwowe i wspólnotowe fety. W starożytności obmywano nim ciała umarłych i stosowano do mumifikacji zwłok. Wykorzystywano mianowicie mocne wina do oczyszczania czaszek z tkanki mózgowej. Wlewano je do czaszki, pozostawiano na pewien czas do maceracji, a następnie po prostu wylewano rozpuszczoną już zawartość. W ten sposób czaszki były nie tylko czyste wewnątrz, a jeszcze i zdezynfekowane alkoholem. Wina palmowe były (a gdzieniegdzie jeszcze są i teraz) stosowane jako materiał ofiarny dla lokalnych bóstw. By uczcić pamięć przodków, wylewano niewielką ilość trunku na podłogę domu. Z palmowego grogu można produkować również ocet – dodaje się go do tradycyjnych potraw i marynat. Ciekawostką jest fakt, iż można skondensować zarówno świeży sok, jak i wino i uzyskać przez odparowanie wody ciemny, palmowy cukier. Słodziki z cukru palmowego są bardzo drogie, ale ich oryginalny wygląd (są bowiem produkowane w postaci fantazyjnych pałeczek lub cukrowych łyżeczek) i egzotyczny posmak rekompensują cenę.
Chilijska wersja wina palmowego
Powstaje z soku palmy chilijskiej, jubei. Jest to gatunek chroniony ze względu na rzadkość występowania i zagrożenie wyginięciem. Intensywna eksploatacja tej palmy przez człowieka doprowadziła ją na skraj wyginięcia i dlatego podjęto w Chile szereg działań, których celem jest zwiększenie populacji jubei. Obecnie na świecie jest bowiem tylko ok. 100 tysięcy egzemplarzy tej palmy – z czego część rośnie w Kalifornii w USA, w nielicznych ogrodach Anglii, Szwajcarii i w północnej części Włoch. Ciekawostką jest fakt, iż nazwa Jubaea pochodzi od imienia króla Juba I, ciemnoskórego władcy, który w północnej Afryce wszczął rewoltę przeciw Juliuszowi Cezarowi. Jego syn, Juba II, zmarnował jednak wysiłek ojca i chętnie powrócił na łono Imperium Rzymskiego. Poślubił później córkę Marka Antoniusza i Kleopatry (czyżby była to nagroda za powrót marnotrawnego poddanego?).
Jubea to niezwykła, okazała palma. Dorasta do ponad 30 metrów wysokości, jej pień, przypominający masywną nogę słonia, ma w średnicy czasem i 150 cm, a efektowne liście, długie na 2 – 4 metry, tworzą szeroką koronę, której obwód może wynosić i ponad 9 metrów! Choć większość dawniejszych i teraźniejszych globtroterów wpada w zachwyt na widok tej wspaniałej rośliny, był ktoś, komu jubea nie przypadła do gustu. Mowa tu o ojcu ewolucji – Karolu Darwinie, który opisał palmę jako... szkaradne drzewo. No, cóż. Ponoć o gustach się nie dyskutuje... Kiedy hiszpańscy koloniści odkryli, skąd pochodzi popularne w Ameryce Południowej wino, szybko nauczyli się pozyskiwać cenny sok. W ten sposób ścięto ogromne ilości drzew, gdyż sok zbiera się ze ściętego pnia jubei. Na efekty tak intensywnej eksploatacji palmy nie trzeba było długo czekać. Dziś wino palmowe z jubei to rzadkość na rynku światowym. Produkcja jest ściśle kontrolowana, a ilość wytwarzanego wina – niewielka.
By uzupełnić jakoś lukę w niewielkiej podaży wina palmowego w Chile, a w Afryce i Indiach by ominąć obowiązującą w niektórych prowincjach prohibicję, wielu mieszkańców pędzi ze wszelkich dostępnych środków bimber. I jak to zwykle w takich wypadkach bywa zdarzają się tragedie, ponieważ samogon bywa często zanieczyszczony metanolem. Uraczywszy się takim domowym alkoholem, można w najlepszym przypadku stracić wzrok, a często degustacja kończy się śmiercią uczestników imprezy. Jeśli ktoś nie chce ryzykować życia dla kilku łyków pseudo bimbru, niech lepiej wstąpi do przydrożnej knajpki, zwanej w Kongo ikala, a tam na pewno napije się prawdziwego wina palmowego. Turyści w Indiach mogą zaś zaopatrzyć się w palmowy tuak w firmowych sklepach, tzw. Kallu Kada. Te rozwiązania są znacznie bezpieczniejsze, niż popijanie taniego alkoholu niewiadomego pochodzenia. |



















